czwartek, 4 października 2012

#9


     Staliśmy oparci o drzwi wejściowe. Jared trzymał dłonie oparte na moich pośladkach, ja natomiast jedną rękę zarzuciłam mu na szyję, drugą włożyłam pod koszulkę Jareda opierając ją na jego torsie. W takiej to oto pozie nie przejmując się niczym całowaliśmy się. Leto bawiąc się językiem drażnił moje podniebienie, na co reagowałam chichotem..
-Nie przeszkadzam Wam? - Nagle jakby wyrosła z pod ziemi, zjawiła się przed nami Kathy! A to niespodzianka! Widziałam i czułam, że Jay nie chętnie się ode mnie odrywał i nie była mu ta wizyta w tej chwili na rękę. Zmierzwił dłonią włosy poprawiając podwiniętą koszulkę i posyłając mi delikatny, zmieszany uśmiech spojrzał na dziewczynę.
- Cześć Kathy.. Nie spodziewałem się Ciebie dzisiaj. Myślałem, że nas uprzedzisz..
-Zauważyłam, że nie byliście przygotowani na gościa. Może lepiej przyjdę innym razem? - Mogła by tak zrobić, pięknie zaczęty dzień, nie może zakończyć się nie miło, no ale skąd wiedziałam, że tak będzie? To tylko moje podejrzenia. Nie bądźmy chamami, jak już przyszła jakoś to przeżyję, może dowiemy się czegoś nowego..
-Nie przesadzaj. Nie mamy z Jaredem żadnych planów. Może wejdziemy do środka, a nie stoimy tak przed wejściem? - Odszukałam w torebce klucze i otworzyłam drzwi. Przepuściliśmy ją przodem, a sami weszliśmy za nią. Pogłaskałam Jay'a po policzku chcąc dodać mu tym otuchy i pewności, w 'odpowiedzi' mężczyzna posłał mi buziaka.
-Może się czegoś napijesz? - Spytałam, gdy już zasiedliśmy jak jedna wielka rodzinka.. Tak tak, zajechało ironią na kilometr.. Gdy już zasiedliśmy w salonie.
- Może być woda. - Dziewczyna chyba czuła się nie pewnie. Dziwne. Początkowo taka pewna siebie. "Co to nie ona". Wielka panienka, opryskliwa i niegrzeczna. Liz tylko się opanuj i zachowaj spokój! Wstałam i poszłam do kuchni. Może to też dobry pomysł, żeby ich na moment zostawić samych. Może jak mnie nie będzie porozmawiają o "szczegółach" ich rodzinnych powiązań? Jak nalewałam wodę do szklanki zauważyłam Leto rozmawiającego przez telefon i idącego na górę. Okey. Zabrałam szklankę i wróciłam do salonu, a to co zobaczyłam mnie totalnie zszokowało.
-Możesz mi powiedzieć czego tam szukasz?! - Odchrząknęłam i powiedziałam głośno i dosadnie. Kathy odskoczyła od komody w dłoni trzymając mój portfel. Mała żmija przeszukiwała moją torbę.
-Ja tylko..
-Tylko co?! Chciałaś nas okraść tak?! Pewnie od samego początku tylko czekałaś na ten moment. Wiedziałam, że coś z Tobą nie tak, od samego początku to wiedziałam.. Tylko nikt mi nie chciał wierzyć.. Jared! - Zawołałam Jay'a mając nadzieję, że skończył rozmawiać i przyjdzie szybko rozwiązać tą sytuację, stałam w wejściu do salonu tak, że dziewczyna nie miała nawet możliwości ucieczki.
-Gdyby nie Ty, mój plan by się powiódł! Wyciągnęłam bym od tego naiwniaka tyle kasy ile chciałam! Zrobiłby dla mnie wszystko! Wszystko przez Ciebie Ty suko!
-Jak mnie nazwałaś?! Jesteś oszustką, kłamałaś w żywe oczy i śmiesz mnie tak nazywać?! Spędzisz kilka ładnych lat w kiciu. Może nawet nie nazywasz się Kathy co?
W jednej chwili dziewczyna stała przy komodzie w drugiej tuż przede mną. Chciała mnie odsunąć, nie nie. Zapomnij kochana. Szarpnęłam ją za rękę i wpadła z powrotem do pomieszczenia. Kiedy odwróciłam wzrok w stronę schodów, nasłuchując kroków, gdyż miałam szczerą nadzieję, że zaraz zjawi się tam Jared i rozprawi się z tą oszustką dostałam w twarz. Zapiekło. Mała ale silna. Pewnie nawalała się z koleżkami gdzie popadło. Złapałam się za policzek i spojrzałam na nią posępnym wzrokiem.. - Ty dziwko! - Wycedziłam przez zęby i złapałam ją za włosy, drugą ręką waląc ją po twarzy. Odwdzięczyła się tym samym. Szarpałyśmy się i kopałyśmy, po czym jedna z nas potknęła się o małą pufę i upadłyśmy na ziemię. Należało się jej. Oszukiwała Jareda, chciała go wrobić.. Odnaleziona po latach córeczka. Jasne, jasne. „Turlałyśmy” się po podłodze, raz ja miałam nad nią przewagę, po chwili sytuacja się zmieniała i to ona górowała nade mną. Na szczęście moja kondycja fizyczna była w nie najgorszym stanie i mogłam sobie jakoś radzić, a nie bezczynnie pozwalać aby mnie zlała na kwaśne jabłko.
-Elizabeth! Co tu się dzieje?! - Nawet krzyk Jareda, nie sprawił, że przestałyśmy się bić. - Przestańcie do cholery! - Jasne było, że sam nie da rady powstrzymać nas dwóch, nawet jakby się starał. Wtedy do domu wszedł Shannon. Nie musiał zamieniać z bratem żadnych słów, wystarczyło im spojrzenie. Akurat w momencie, kiedy siedziałam na Kathy, i miałam łatwy dostęp do uderzania jej, poczułam jak ktoś łapie mnie mocno w pasie i odciąga. Krzyknęłam, żeby mnie puścił i zaczęłam wymachiwać nogami w powietrzu. Spostrzegłam, że starszy Leto to samo robi z tamtą dziewczyną.
-Puść mnie Jared!
-Oszalałaś?!
-Nie, nie oszalałam! - wyrwałam się z jego objęcia i posłałam jej znowu wrogie spojrzenie. Po czym przeniosłam wzrok na Jareda. - Mówiłam, powtarzałam, ale nikt mi nie wierzył!
-Zamknij się szmato! Jak coś mu powiesz, pożałujesz!
-Musi się dowiedzieć! Jared to jest oszustka! Chciała mnie okraść, rozumiesz?! Potem mi wykrzyczała, że gdyby nie ja to udało by jej się Ciebie naciągnąć na kasę. Ty jej wierzyłeś w tą bajeczkę, a ja jeszcze starałam się być dla niej miła! - Jakimś cudem Kathy udało się wyrwać Shannonowi i podbiegła w moją stronę, ale stanął przede mną Jared, że to z nim mogła się skonfrontować.
- To prawda? Nie milcz tylko kurwa mów, czy to prawda?!
- A jak myślałeś?! Nabrałeś się naiwniaczku! Wkręciłam Ci bajeczkę o Twojej starej dziewczynie i już uwierzyłeś na słowo. A taka z Ciebie gwiazda, taki mądry, wykształcony..
Jared uniósł rękę, widziałam jego napięte ze złości mięśnie. Wiedziałam też, że jak jest zły jego siła jest zdwojona, zdarzało się, że latały po mieszkaniu talerze, które z hukiem rozbijały się o ścianę na drobny maczek. Złapałam jego dłoń i splotłam nasze palce razem.
-Nie warto..
-I Ty to mówisz? Wiesz jak wyglądasz? Spójrz na swoją twarz w lustrze. Będziesz miała kilka sińców. Krew Ci leci – w jego głosie słychać było troskę. - Nie chciałem tego zrobić bo mnie oszukała, tylko dlatego, że się z nią pobiłaś, chciałem jej jeszcze dołożyć. A co do Ciebie – powiedział i odwrócił się w stronę dziewczyny – Nie myśl, że tak łatwo Ci teraz pójdzie wykręcenie się.
-Jay jak ona się nazywa? - wtrącił Shan trzymając w dłoni kilka plastikowych kart, nie dużej wielkości. - Bo według tych podrobionych dowodów.. Isobel Swan, Gina Miller, Kathy Dunkan.. Czytać dalej?
- Oddaj to! - Krzyknęła dziewczyna zaciskając dłonie w pięści.. Przykro było patrzeć jak jej się nie udało, oh to takie straszne. Haha! Jared złapał ją mocno za ramiona i posadził na kanapie, razem z bratem siedzieli obok niej, aby nie próbowała uciec, natomiast ja wykonywałam telefon na policję, aby odebrali oszustkę i umieścili tam, gdzie jej miejsce.

     Funkcjonariusze zjawili się po piętnastu minutach. „Kathy” już się nie rzucała, chyba domyśliła się, że to jej nic nie da, a może nawet pogorszyć jej własna sytuację.
- Co się tutaj wydarzyło?
-Ta oto młoda osoba, próbowała nas okraść. Chciała wyłudzić od nas duże sumy pieniędzy, sama się do tego przyznała. Rzuciła się na moją dziewczynę i ją pobiła. Jak się okazało, miała przy sobie kilka dowodów. - Shannon podał wysokiemu, szczupłemu mężczyźnie plakietki, które trzymał w dłoni, i gdy tylko ten je zobaczył uśmiechnął się pod nosem i powiedział coś szeptem do swojego kolegi.
- Znamy tą panią. Szuka jej policja w kilku stanach. Znana jest z intryg matrymonialnych, oszustw. To zwykła naciągaczka. Teraz już się nie wymknie.
- Warto było? - Jared z triumfalnym uśmiechem, przytulił mnie do siebie, zadając to pytanie dziewczynie, której policjanci zakładali kajdanki na ręce. Ona tylko prychnęła ze złości i szarpnęła się.
-Przyjedźcie państwo później na komisariat spiszemy dokładne zeznania.
-Na pewno się zjawimy. Dziękujemy.
Mężczyźni wyprowadzili dziewczynę i po chwili słychać było odjeżdżający z pod domu samochód. Takiego zakończenia tej historii się nie spodziewałam. Wyobrażałam sobie, że po prostu ona sama przyzna się, że nie jest jego córką, że może jest jego fanką i chciała go poznać, cokolwiek. Ale nie to! Na szczęście to koniec problemów związanych z nią. Zero powodów do kłótni i sprzeczek.
- Przepraszam, że Ci nie wierzyłem.. - Jego wzrok.. taki smutny, zawiedziony, pełen miłości. Czułam, że zabolało go to, uważał, że mnie tym zawiódł.. Mocno mnie obejmując przytulił mnie do siebie i złożył pocałunek na moim czole. Położyłam dłoń na jego policzku i delikatnie się uśmiechnęłam. Człowiek nie jest istotą idealną, zdarzają mu się wpadki. Każdy ma prawo do popełniania błędów. Nawet on.
- Nic się nie stało.. - Posłałam mu delikatny uśmiech. Co prawda należały mi się te przeprosiny. I obydwoje o ty wiedzieliśmy. Jednak lepsze niż tysięczne przeprosiny teraz było by trochę wiary wcześniej. Ech było minęło czyż nie? Cieszyłam się, że Jared zrozumiał swój błąd i chociaż przyznał się do tego.
- Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham.. - On już znał te chwyty.. Zawsze kiedy powtarzał, że mnie kocha wymawiał to w taki kochany, słodki sposób, jego lśniące błękitne oczy przeszywały mnie na wskroś, a po ciele rozchodziła się fala przyjemnych dreszczy. I jak tu nie darzyć uczuciem takiego faceta? Przecież się nie da!
-Zostawię Was samych, wpadnę później. Nara brat, pa Lizzy. - Jared słysząc słowa brata odsunął się ode mnie i spojrzał na niego. Tak, zupełnie zapomnieliśmy o jego obecności tutaj.
-Zaczekaj, zaczekaj. Nie zdążyliśmy pogadać. Poza tym zrób dobry uczynek dla świata i przynieś apteczkę z kuchni. - Młodszy Leto posłał starszemu głupi uśmieszek, a ten z oburzoną miną wyszedł aby po chwili wrócić, niosąc wymaganą przez brata rzecz.
-Nic się nie zmieniłeś. Tylko wykorzystujesz starego brata. I nie myśl, że zrobiłem to dla Ciebie, tylko dla bratowej.
-No, no, no! Licz się ze słowami!
-Chłopcy? Tylko się nie popłaczcie. - Obydwoje w jednej chwili spojrzeli na mnie, na siebie i zaczęli się śmiać. Tak to już było z braćmi Leto, wieczne dzieci.
Jay wyjął z koszyczka wacik i namoczył go wodą utlenioną, aby przemyć mi kilka zadrapań na twarzy i dłoni. Starałam się nie ruszać, aby przypadkiem nie włożył mi tego do oka, jednak kiedy usłyszałam słowa Shannona nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Lizzy ja bym się na Twoim miejscu bał, oddać w ręce tego oto.. W szkole na lekcjach pierwszej pomocy zawsze był słaby..
- A w twarz chcesz?
- Ostatnim razem jak mi przywaliłeś chodziłem ze złamaną szczęką 3 lata. Obawiam się, że to może się powtórzyć, więc nie.
- Bardzo zabawny jesteś, naprawdę. - Znowu wybuchnęłam głośnym śmiechem i pokręciłam z niedowierzania głową. - I Ciebie to jeszcze śmieszy?
-A co? Płakać mam? Jak gadacie takie pierdoły, to nie można się z Was nie śmiać. Zamiast powiedzieć sobie „Kocham Cię braciszku”, to się przekomarzacie. Don't worry! Powiedzcie to wprost. Mnie się chyba nie wstydzicie?
-Jak możesz to zamknij tą piękną jadaczkę, i odwróć się w moją stronę. Bo inaczej nigdy nie przemyję Ci tych ran. - Posłałam Shanowi oczko i grzecznie posłuchałam swojego faceta. Szkoda, że nie mógł być bardziej delikatny, bo przyznam, że odrobinę szczypało na co reagowałam skrzywieniem twarzy. - Nie trzeba było się bić, teraz proszę siedzieć cicho.
-Jesteś taki mało romantyczny, Jared.. - Powiedziałam z wyrzutem, Shannon zaczął się śmiać, a Jay posłał mi pytające spojrzenie nie wiedząc o co mi chodziło. - Nic, nic. Głośno myślę. Dokończ to co zacząłeś. - Szybko skończyłam temat, wiedziałam, że nie dam rady mu tego wytłumaczyć, jeszcze z śmiejącym się Shannem obok, sama szybciej bym się poddała i zaczęła śmiać.
- Proszę bardzo, gotowe. - Uśmiechnął się, odłożył waciki, zakręcił buteleczkę, i wskazał palcem na swój policzek.
-Dziękuje bardzo.. Ale wiesz, wstydzę się, on się na nas patrzy.. - Wskazałam na starszego Leto, który akurat przeglądał coś w swoim telefonie i ledwo co powstrzymałam się od wybuchu śmiechem. Tak, nie powiem, bo humorek dopisywał. Jay pokręcił głową i w momencie kiedy się tego zupełnie nie spodziewał złożyłam czuły pocałunek na jego ustach.
     Shannon spędził u nas cały dzień. Popołudnie spędziłam razem z nimi, rozmawiając, żartując, bo w ich towarzystwie nie mogło się obejść bez głupich tekstów, komentarzy i kawałów. Gdy wieczorem zmorzyło mnie zmęczenie, zostawiłam panów samych, wzięłam kąpiel i położyłam się spać. Zasnęłam bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy się to stało. Po prostu odpłynęłam. Jareda nie było przy mnie przez połowę nocy. Starał się być cicho, ale jak zwykle mu to nie wyszło i prawie się zabił przewracając o szafkę nocną. Narobił wiele hałasu, i wtedy się przebudziłam. Zaczął mnie przepraszać, ale kazałam mu się zamknąć i położyć obok. Wtulona w jego ciało, nie potrzebowałam wiele aby powrócić do stanu sprzed kilku minut.
Następnego dnia obudziłam się trochę obolała po tej bójce. Wyciągnęłam się na łóżku nie chętnie chcąc się stamtąd ruszać. Otworzyłam oczy, jednak słońce przebijające się przez szparę w jasnych żaluzjach na oknie zbyt mocno mnie raziło, dlatego nałożyłam na twarz poduszkę. „Pomacałam” ręką przestrzeń łóżka po mojej lewej stronie i okazało się, że jest pusto. Jay'a nie było. Nawet nie zaczynałam zastanawiać się co go wywlokło z łóżka o tak wczesnej porze; zwłaszcza, że lubił sobie pospać; tylko postanowiłam odpocząć, wyłączyć myśli i się zrelaksować. Ale zaraz... co to kurwa za hałas?! Nagle po całym domy rozszedł się głośny dźwięk muzyki, ściany od mocnego basu drżały, a szyby w oknach prawie popękały! Czy on do cholery ochujał?! Wstałam, narzuciłam na siebie bluzę, którą znalazłam na szafce obok łóżka i na bosaka zeszłam na dół. No proszę. Muzyka na full, a Jared w najlepsze sobie pracował przy laptopie, z kawunią w dłoni.
- Chciałam Ci zakomunikować, że nie mieszkasz sam! A ludzie chcą spaać!
- Dzień dobry kochanie, już wstałaś?
-Obudziłeś mnie to wstałam. - Rzuciłam na odchodne i poszłam do kuchni. Z nim się nie da mieszkać! Nastawiłam wodę na kawę i usiadłam na krzesełku. Nie wyspana, zmęczona, obolała.
-Ktoś chyba nie w humorze dzisiaj.
Podniosłam głowę do góry, a w drzwiach stał Jared oparty o framugę, z założonymi na krzyż rękoma. -Możesz to wyłączyć?! - wyszedł. Muzyka ucichła, a ja ze spokojem mogłam odetchnąć.
-Złość piękności szkodzi kochanie. - Mężczyzna stanął za mną, położył dłonie na moich ramionach i zaczął je delikatnie masować. Po czym nachylił się i mnie pocałował. - Mam nadzieję, że nie masz na dziś żadnych planów, bo mamy gości.
- I dlatego od rana puszczasz tak głośno muzykę?
-Tak mi się lepiej pracowało. Wybacz jeśli Cię obudziłem.
-Z jakiej to okazji właściwie, mamy gości?
-Tak po prostu. Dawno się nie widzieliśmy w takim gronie, to pomyślałem, czemu nie?
-Kto będzie?
-Tomo z Vickie, Shannon, Megan, Emma, zaprosiłem też Twojego brata z żoną, ale mówił, że nie wie czy przyjdzie bo ma dużo pracy.. Może wpadnie Robert i Jamie. No i Melanie. Mam nadzieję, że uda nam się spiknąć bardziej Shannusia i panią doktor, bo nasz plan jak na razie stoi w miejscu.
-Haha. Oszalałeś. Nie lepiej pozwolić im aby sami do czegoś doprowadzili? Będą mieli wiele okazji do rozmów, więc może nie warto ingerować na siłę?
-Nie wiesz co mówisz, nie znasz mojego brata. Może i jest macho, mógłby mieć każdą pannę i w ogóle. Ale tu chodzi o Mel, jego byłą narzeczoną. To zupełnie inna bajka.
- Jak chcesz. Żeby tylko nie miał Ci tego za złe.
- O to się nie martw.
Zamieniłam z nim jeszcze kilka zdań i wróciłam na górę. Przebrałam się w coś wygodniejszego i pościeliłam łóżka. Tak, trzeba by było trochę posprzątać, jeśli Jared organizuje „posiadówę”. I oczywiście na kogo głowie to było? Jak zwykle na mojej. Jako pierwszy cel postawiłam sobie salon. Kiedy zeszłam na dół i skierowałam się do wyznaczonego pomieszczenia, stwierdziłam, że najpierw trzeba tam odświeżyć. Dlatego podeszłam do dużych szklanych drzwi prowadzących nad basen i je otworzyłam. Zaczęłam się śmiać w momencie, kiedy spostrzegłam co unosiło się na tafli wody.
-Jared! - Zawołałam mężczyznę jednak, od przeszłam do kuchni, gdzie nadal siedział i kontynuowałam. - Nie wiem co on tam robi, ale czy mógłbyś wyłowić z basenu mój stanik? - Leto spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem, wstał podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Za chwilę mogą być tam dwa.. - Szepnął mi wprost do ucha, po czym przejechał po nim językiem i położył ręce na moich piersiach.
-Nie mamy teraz czasu mój drogi. - Odpowiedziałam jednocześnie całując jego usta i delikatnie przygryzając jego wargi. Po czym się odwróciłam i poszłam na górę. Odechciało mi się sprzątać; sama w tym domu nie mieszkam, pan też niech się zaangażuje; a postanowiłam, zrobić sobie długą kąpiel.
Moim błędem było, że nie zamykałam drzwi od łazienki i nie raz się o tym przekonałam, ale nadal nie nauczyłam się tego robić. Gdy leżałam już w dużej wannie wypełnionej bo brzegi wodą, na której unosiła się masa miękkiej piany, usłyszałam pukanie do drzwi. Drzwi od łazienki oczywiście. Nie zareagowałam, tylko się do siebie uśmiechnęłam, kiedy czynność ta się powtórzyła.
- Czy zastałem pannę Elizabeth? Mam dla niej ważna przesyłkę. - Że co proszę? Przesyłkę, czy ten człowiek nie miał nic innego do roboty tylko wymyślać takie rzeczy? Najpierw zza drzwi wychyliła się jego uśmiechnięta mordka, po chwili był już cały. - Można się przyłączyć? - To już był lepszy pomysł. Kiwnęłam z aprobatą głową i się uśmiechnęłam. Leto zrzucił z siebie ciuszki, a moim oczom ukazało się jego idealnie wyrzeźbione ciało. Od razu przyszło mi na myśl, że wszystkie kobiety na świecie mogą mi zazdrościć tego widoku.
Ja leżałam po jednej stronie, on po drugiej, naprzeciwko mnie. Stopą błądziłam po ciele mężczyzny, rysując jakieś wzorki lub specjalnie dotykając nią przyrodzenia mojego faceta. Uwielbiałam się z nim tak droczyć, zawsze wtedy się denerwował. Co było słodkie, w jego wykonaniu. I chyba teraz także nastąpił ten moment, bo w jednej chwili Jared zawisł nade mną z cwanym uśmiechem. Czyli zaraz czeka mnie kara za moje czyny. Haha! Jak to w ogóle brzmiało. Mężczyzna położył dłoń po wewnętrznej stronie mojego uda, i zaczął kąsać ustami moją szyję. Czując ten miły gest przymknęłam oczy i z uśmiechem na twarzy oddałam się w całości, że tak powiem w ręce Jay'a. Kiedy chciał się odsunąć, zarzuciłam ręce na jego szyję, przyciągnęłam go z powrotem do siebie i zaczęłam całować jego usta. W takich chwilach kąpiel nabierała innego znaczenia. Mężczyzna wykorzystał moment, kiedy cichutko westchnęłam i wręcz wcisnął mi w usta swój język, dlatego też wbiłam paznokcie w jego pośladek. Z triumfem się uśmiechnęłam, słysząc syk wydobywający się z jego ust. Czyli teraz będziemy się tak 'przekomarzać', za dobrze nas znałam aby tego nie wiedzieć. Żadne z nas nigdy nie ustępowało. Krzyknęłam na całe gardło, czując w sobie palce Jareda, którymi kręcił w moim wnętrzu, wkładając je coraz głębiej, wyjmując je i wkładając z powrotem. Przygryzłam skórę jego szyi, robiąc na niej malinkę i zacisnęłam dłoń na jego członku. Prześcigaliśmy się kto głośniej jęknie i sprawi drugiej osobie większą przyjemność.. Woda wylewała się poza granice wanny, robiąc duża mokrą plamę na środku łazienki. Obydwoje byliśmy bliscy spełnienia kiedy usłyszeliśmy nieustający dzwonek do drzwi. Już?! Jak to?! Zamruczałam przylegając całym ciałem do Jareda, który opadł na mnie zawiedziony, że musieliśmy zakończyć nasze miłe zabawy.
-Dokończymy później.. Idź otwórz, a ja się ogarnę. - Posłałam mu przyjazny uśmiech i wyszliśmy z wanny. Jay na szybko wytarł się ręcznikiem i w biegu zakładając spodnie i koszulkę, wyszedł zostawiając mnie sama. Ja zrobiłam to trochę dokładniej. Nałożyłam na siebie, wcześniej przygotowaną zwiewną, długa do ziemi, kolorową sukienkę, w pasie przewiązywaną cienkim paseczkiem, spięłam włosy w kok, aby nie było widać mokrych końcówek, wsunęłam na nogi baletki i dołączyłam do Jareda. 


Tadam! I jest rozdziałło! Przepraszam Was, że znowu musieliście czekać :< 
W końcu pozbyłam się wrzodu na tyłku czyt. Kathy, jendak mam w planach kolejnego intruza. To już niebawem! 
See ya! :) 

poniedziałek, 3 września 2012

#8


   Ucieczka ucieczką, ale mi chyba troszkę nie wyszła, gdyż niepostrzeżenie Jared podpłynął do mnie od tyłu i złapał w pasie nie chcąc wypuścić. Ustami przygryzł skórę na moje szyi, a ja w zamian za to.. położyłam dłoń na jego kroczu i lekką ją ścisnęłam. Mężczyzna był wystarczająco blisko mnie abym poczuła przebiegający dreszcz po jego ciele. Triumfalnie się uśmiechnęłam i wyswobodziłam z objęć. Teraz byłam już naprzeciwko Jareda. Dzieliło nas zaledwie kilkanaście centymetrów. Żadnego dotyku tylko spojrzenie.. Którym przeszywaliśmy nasze dusze na wskroś. Odpłynęłam w tył, opierając się o ściankę basenu, dłonie kładąc na jego brzegu..
-Chodź do mnie – prawie nie słyszalnie wyszeptałam, uniosłam kącik ust w delikatnym uśmiechu i czekałam na reakcje Leto.. Ten powoli podpłynął i położył dłonie na moich ramionach.. Podpłynął jeszcze bliżej tak, że między naszymi ciałami nie było milimetra przerwy i seksownym, zachrypłym głosem zaśpiewał wprost do mojego ucha: I'll wrap my hands around your neck so tight with love.. love.. Ten głos w mojej głowie, gorący oddech na karku, czułam jak odpływam.. jak po moim ciele rozchodzi się fala ciepła.. Nabrałam do płuc dużą ilość powietrza i przymknęłam oczy.. Na chwilę znalazłam się w innym świecie. Świecie w którym, byliśmy tylko my dwoje.. Ja i On. I nie liczyło się nic innego.. Nagle bajka prysła bo usłyszałam donośny śmiech Jareda.
-Musiałeś zepsuć tą chwilę?! Nie masz w sobie za krzty romantyzmu!
-Jak to nie mam? A to przed chwilą? No myślałem, że dobrze wypadłem, że usłyszę 3 razy tak, przechodzisz dalej!
-Wariat! To było piękne.. Tylko nie musiałeś się śmiać! Czemu nie robisz tego częściej?
-Oj.. wyglądałaś tak uroczo, że aż mi się mordka ucieszyła.. Chciałabyś? - Pokręciłam z aprobatą głową. No Jared dalej! Co się ociągasz.. Widziałam, że chciał coś powiedzieć dlatego położyłam palec na jego ustach, jednocześnie mu przeszkadzając..
-Nic nie mów, tylko.. całuj mnie. - Zarzuciłam ręce na szyję chłopaka, kiedy on obejmował mnie w pasie i złączyliśmy nasze usta pocałunkiem. Ta chwila mogła trwać wiecznie! Pełne wargi Jareda z czułością i miłością muskały moje spragnione bliskości usta.. Wydobywałam z siebie ciche westchnięcia i pomruki zadowolenia, dłońmi błądziłam po umięśnionym torsie mężczyzny, z każda kolejną sekundą pragnęłam go bardziej i bardziej.. Zajęta poznawaniem jego ciała od nowa, nie zauważyłam, kiedy jego dłonie wylądowały na moich pośladkach, delikatnie je zgniatając.. Czułam jak w dolnej partii mojego ciała kumuluje się fala gorąca i przyjemności... Czułam między udami nabrzmiałego członka mojego partnera.. Wygięłam ciało delikatnie w łuk i poczułam jak coś zbliżało się do mojej kobiecości.. Krzyknęłam z bólu, który od razu przerodził się w rozkosz, gdy Jared pieścił mnie od wewnątrz palcami.. Z na wpół przymkniętymi powiekami wywijałam się i mruczałam jak rasowa kotka, pod wpływem jego dotyku. Byłam bliska orgazmu, zagryzałam wargi, aby się nie rozedrzeć, przyciągałam go do siebie bliżej, aby tylko nie brakło mi jego bliskości.. I to musiało się stać, Jared zakończył pieszczotę.. jednak nadchodzące wielkimi krokami spełnienie spotęgował gwałtownym wejściem we mnie.. Mimo oporu jaki stawiała woda z łatwością, oplotłam nogami lędźwie Jareda i się do niego mocno przytuliłam, wbijając paznokcie w jego plecy i pozostawiając po nich czerwony ślad.. Płynne ale zarazem mocne ruchy doprowadzały mnie do kolejnego szaleństwa! Zacisnęłam dłonie na jego pośladkach, chcąc czuć go jeszcze mocniej, jeszcze bardziej, jeszcze głębiej wewnątrz siebie.. A on zatopił twarz w moich nabrzmiałych piersiach.. Przygryzał zębami sutki, a jego trzy dniowy zarost delikatnie drapał, co było bardzo podniecające i miłe.. Czułam jak chłopak, żeby się nie rozedrzeć zaczął całować mojego ramiona i szyję napierając na mnie całym swoim ciałem.
-Jaaared! Skurwielu! Koocham Cię! - Wydarłam się najgłośniej jak umiałam, opadając bezwładnie w jego ramiona, czując się spełniona i szczęśliwa. Jego twarz wyrażała to samo.. Widziałam to, w jego oczach, w których tliły się drobne iskierki.. Pogłaskał mnie po policzku i ucałował w czoło.
-Wiem moja droga, wiem.. - Wtuleni w siebie, nadal z niespokojnymi oddechami odpłynęliśmy na środek basenu, zagłębiając się całkowicie pod wodę.. Spoglądając sobie w oczy, wirowaliśmy jak w tańcu! Tafla księżyca jasnym, ostrym światłem odbijała się na tle lustra wody. Gwiazdy usadowione wysoko nad niebem wydawały się jakby spoglądały w naszą stronę, drzewa szumiąc plotkowały o dwóch takich, którzy byli zakochani i szczęśliwi..

   Przebudziłam się, gdy pierwsze poranne promienie słońca wkradły się przez uchylone okno do sypialni i automatycznie spojrzałam na miejsce obok siebie.. Jared jeszcze spał. Minę miał jak dziecko, spokojną i grzeczną. Przypomniałam sobie wydarzenia poprzedniej nocy i od razu zadałam sobie pytanie: Czy to tylko piękny sen? Po cichu, żeby nie obudzić Ukochanego wstałam i podeszłam na palach do okna. Nad basenem leżały nasze porozrzucane ubrania.. To stało się naprawdę. Uśmiechnęłam się do siebie zadowolona, pełna szczęścia, radości.. Usiadłam z powrotem na brzegu łóżka nachylając się nad mężczyzną i musnęłam ustami czubek jego nosa, skrawek ucha, a na końcu kącik ust.
Był tutaj. Obok, tak blisko.. na wyciągnięcie ręki. Gotowy zrobić wszystko, pomóc i po prostu kochać. Odrzuciłam z czoła kosmyk włosów, który przysłonił jego śpiące oczy i cicho westchnęłam..
- Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Jak długo marzyłam, aby ta chwila nadeszła. Chwila błogiego spokoju, bez kłótni i sprzeczek.. - Widząc, że się porusza, i nie chcąc go budzić narzuciłam na niego zsuniętą kołdrę, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam do kuchni zaparzyć kubek gorącej kawy na dzień dobry.
Czując jak z głodu przysłowiowe kiszki grały mi marsza, postanowiłam przyrządzić dla nas obojga, dla mnie i pana Leto pożywne śniadanie. Po nocy pełnej wrażeń było nam bardzo potrzebne. Kroiłam warzywa na sałatkę nucąc pod nosem jakąś melodie, kiedy z 'transu' wyrwał mnie znajomy głos.
-A pani nie jest za zimno? Na majteczkach i koszuleczce latać, bez skarpeteczek, bez kapciuszków.. a później, że chora! Że katar ma! Że gardło ją boli!
-Dzień dobry Jared, Ciebie również miło znów widzieć. Jak się spało? - posłałam mu radosny uśmiech, nie wiedząc nawet o co się czepiał. Chyba dla niego, a raczej dla jego oczu było lepiej widzieć mnie w takim stroju, niż gdybym miała być opatulona na tak zwaną cebulkę. Poza tym, było mi ciepło.
- Dopóki byłaś przy mnie to bardzo dobrze, ale nie miałem się do kogo przytulić i się obudziłem..
-Oh tak mi przykro! Przytulić chłopca?
-Poproszę? - Jared zrobił minę zbitego psa, z jednej strony miałam ochotę się roześmiać z drugiej jednak ten widok ujmował za serce.
-Chodź dziecinko, chodź. - przytuliłam go do piersi, głaszcząc po głowie i wywracając oczami, bo wydało się, że to był tylko pretekst. - Jakie plany na dziś? - spytałam gdy odkleił się ode mnie i pomógł mi dokończyć posiłek.
- Chciałem odwiedzić mamę, dawno u niej nie byłem. Później może spotkam się z Shannem.
- Mam pojechać z Tobą?
- Jeśli chcesz.. Constance na pewno się ucieszy, kiedy zobaczy swoją Ukochaną synową.
- Jaką synową, głupku! Do niej mi jeszcze bardzo dużo brakuje.
- Nie powiedziałbym, że tak dużo.
- Co masz na myśli?
- Nic, nic! Czemu od razu mnie o coś posądzasz?
- Bo.. bo Cię znam? - stał z zadowoloną miną a ja patrzyłam na niego jak idiotka. Miałam tylko nadzieję, że nic nie kombinował. Po nim można się spodziewać dosłownie wszystkiego, w końcu nazywał się Jared Leto.
Kiedy zjedliśmy śniadanie, Jared określił, że teraz pora na ogarnięcie dupek i przygotowanie się do wyjazdu. Po wzięciu prysznica, oczywiście osobno bo wspólny mógłby trwać wieki, założyłam na siebie granatową sukienkę, w drobne kwiatki, idealnie przylegająca do ciała. Rozczesałam moje falowane włosy, zrobiłam delikatny makijaż, na nogi wsunęłam wysokie, czarne, jak to określiła moja najlepsza przyjaciółka Meg kurewskie szpilki i gotowa zapukałam do drzwi drugiej łazienki, gdzie był Jared. -Długo jeszcze?
- Fiu, fiu! - Zdezorientowana odwróciłam się, a on stał oparty o ścianę, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu. - Myślałem, że jedziemy tylko odwiedzić moją rodzicielkę?
- Bo tak jest mój drogi.
- To dla kogo się tak wystroiłaś? Bo chyba nie dla niej?
- Dla Ciebie, głupku!
-Czuję się zaszczycony panno Elizabeth. - Chłopak położył dłoń na mojej talii i obdarował namiętnym pocałunkiem, nie chętnie ale z koniecznością się od niego odsunęłam, i pogroziłam palcem. Bo gdybym tego nie zrobiła nigdzie byśmy się nie ruszyli. Chyba, że do sypialni. Widząc jego zawiedzioną minę zaśmiałam się i kręcąc biodrami, zeszłam na dół, kierując się do wyjścia.
   Nawet nie wiem ile czasu minęło, odkąd wyjechaliśmy do czasu, aż dotarliśmy na miejsce. Constance stała przed domem z jakimś młodym chłopakiem,a kiedy tylko nas spostrzegła widać było, jak twarz jej się rozpromieniła.
-Jared! Lizzy! Jak miło Was widzieć! - Kobieta z radością, przytuliła nas obojga do siebie.
-Panią również. - Odparłam, odwzajemniając jej uśmiech. Nie mogłam powiedzieć na nią złego słowa, miałam z nią bardzo dobry kontakt, dobrze mi się z nią rozmawiało, na każdy temat. Może to też dlatego, że moja matka odeszła tak szybko, i przez pewien czas wychowywał mnie tylko ojciec. Wiedziałam jedno, że każda pomóc, którą mi oferowała sprawiała i jej i mi wiele przyjemności.
-Ja już pójdę. Ma pani gości, nie będę przeszkadzał. Do zobaczenia.
-Zaczekaj Danielu. Niegrzecznie było by Cię nie przedstawić. Poznaj mojego syna Jareda i jego piękna narzeczoną, Elizabeth. - O tym, że byłam Jaya narzeczoną nic mi nie było wiadomo, ale nie zaprzeczałam. - Poznajcie Daniela, wprowadził się nie dawno obok, i jest bardzo miły, pomógł mi ostatnio gdy zepsuł mi się samochód. A dzisiaj przyniósł mi sadzonki kwiatów do ogrodu.
-To bardzo miło z jego strony. - Odparł Jared, dziwnym głosem, a ja tylko przelotnie na niego spojrzałam i przywitałam się z chłopakiem. Ten zaraz po tym poszedł do siebie a my weszliśmy do środka. Kobieta zaparzyła kawę i usiadła razem z nami w salonie, gdzie wisiało pełno zdjęć Jareda i Shannona, gdy byli jeszcze dziećmi. Uwielbiałam je oglądać, ale robiłam to po kryjomu bo Jay mi zabraniał. Czego się wstydził? Był słodkim chłopcem.
-Dobrze znasz tego całego Daniela?
-Wystarczająco, Jared. Nie masz się o co martwić.
-A czy ja się martwię? Pytam tylko, z czystej ciekawości. - zaśmiałam się w duchu, bo dobrze wiedziałam, że martwił się o matkę, poza tym widać to było po mimice jego twarzy. Siedziałam obok niego, dlatego złapałam jego rękę w swoją i posłałam, uśmiech, aby był spokojny. Nie potrzebne były takie przesłuchania, Constance jest dorosłą kobietą i na pewno wie co robi.
-Co u was dzieci? Tak rzadko mnie odwiedzacie!
-Postaramy się to naprawić, obiecujemy. Ja już przypilnuję Jareda aby znalazł trochę czasu.
-Dziękuje Elizabeth. Powiedz moja droga jak studia?
-Od czasu wypadku mam małą przerwę, ale niedługo chcę już wrócić, dokończyć je i znaleźć w końcu jakąś pracę, bo po to na nie poszłam.
-A jak się czujesz?
-Dziękuje już dobrze.
-Cieszę się. A co u Ciebie mój synu? Nadal taki zapracowany jesteś?
-A może nie rozmawiajmy o pracy? Jak Ty się czujesz?
-Jak mam się czuć? Nie narzekam, zdrowie mi nie szwankuje, smucić się nie mam powodu.
-I to jest prawidłowe podejście, trzeba się cieszyć życiem, w każdym wieku.- Wtrąciłam z uśmiechem, odstawiając na stolik filiżankę po kawie.
-Nie chciałabym być wścibska.. Ale nie pogniewałabym się na wnuka albo wnuczkę. - W pierwszej chwili miałam ochotę się roześmiać, ale oczywiście się powstrzymałam, i spojrzałam błagalnie na Jareda aby wymyślił jakąś wymówkę. Albo niech po prostu powie jej o Kathy.
- Na razie nie planujemy. Mamy jeszcze czas.
-Czas? Lizzy może go ma, ale Ty staruszku?! Matka wie ile masz lat! - Może to nie było odpowiednie ale teraz nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, gdyż on sam wydarł mi się ust. Spojrzałam na niego posyłając pocieszające spojrzenie, bo czułam, że się zdenerwował, to nie było miłe. Chcąc mu pomóc musiałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
-Tak właściwie jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, nigdy nie było okazji. Ale nie chciałabym aby była to pochopna decyzja. Najpierw chciałabym się ustatkować. Skończyć studia, znaleźć dobrą pracę. Aby zapewnić dziecku to co najlepsze. Niech się pani nie martwi, nadejdzie ten moment.
-Ty to masz szczęście Jared, masz taką mądrą kobietę przy sobie.
-Dziękuje za te słowa. To naprawdę bardzo miłe.
-Wiem mamo, wiem. Dlatego też z nią jestem. - Jared objął mnie ramieniem delikatnie do siebie tuląc i ucałował w czoło. Westchnęłam ze spokojem i się uśmiechnęłam.
-Nie zepsuj tego. Bo będziesz miał ze mną do czynienia. - Constance pogroziła mu palcem i wszyscy się roześmialiśmy. - Napijecie się jeszcze czegoś? A może coś zjecie?
-Ja dziękuje.
-Ja również. - Odpowiedzieliśmy prawie w tej samej chwili. Czas leciał nie ubłaganie szybko. Dopiero była pierwsza godzina, a zegar już wybijał siedemnastą.
Zauważyłam jak kobieta przez moment przyglądała się moim dłonią, jakby czegoś szukała. I tylko czekałam na kolejne pytania. Chyba miałam uzasadnienie porannych słów Jareda, że jestem jej Ukochaną synowa. Pewnie zamęczała go pytaniami o dzieci, małżeństwo i te sprawy, a, że nie miał już wymówek postanowił zabrać mnie do niej, żebym i ja się z tym pomęczyła. Mężczyzna chyba też skojarzył, że zbliża się: wywiad part 2, dlatego uprzedził matkę.
-Tylko nie zaczynaj. Nie mówię nie, bo może to kiedyś nastąpi i weźmiemy ślub ale na pewno nie teraz. Jest nam dobrze jak jest i nie chcemy tego psuć. A poza tym nikt nie wie co się wydarzy w przyszłości. Za szybko na takie pytania.
-Dobrze, dobrze. Wybaczcie.
-Niech pani nie przeprasza. Nie dziwię, się, że chcę pani dla syna jak najlepiej. Jared nie chciał tego powiedzieć z taki sposób. - Czy ja zawsze musiałam go tłumaczyć? Co prawda mnie też by to denerwowało, bo takie decyzję należy podjąć samemu, bez wtrącania rodziny, ale to matka. Powinien to zrozumieć.
-Będziemy się już zbierać. Chciałem jeszcze porozmawiać z Shannem.
-Widziałam się z nim ostatnio. Mówił mi, że Melanie wróciła do miasta, to prawda?
-Tak, prawda. Liz nawet ostatnio doprowadziła do tego, że zostali sami w kawiarni.
-Bardzo dobrze. Weź mu tam jako brat coś nagadaj. Matce nie wypada. Ale wy możecie się tym zająć.
-Robimy to, robimy. I postaramy się, im pomóc. - Dodałam swoje trzy grosze. I wstaliśmy z sofy. Constance odprowadziła nas do wyjścia i miło pożegnała. Kazała nam na siebie uważać i powiedziała, że nie długo sama nas odwiedzi.
-Myślałem, że nigdy nie skończy. - Jared powiedział z wyrzutem, kiedy już odjechaliśmy.
-Nie narzekaj, tak? Sam chciałeś ją odwiedzić.
-Co byś zrobiła, gdyby zepsuł nam się samochód, nie było by zasięgu ani żadnego innego auta i żywej która mogłaby nam pomóc?
-Skąd to pytanie? - Zaśmiałam się, patrząc na niego pytającym wzrokiem. On to czasami miał pomysły.
-Po prostu odpowiedz.
-Nie wiem co był zrobiła, nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji.
-Bałabyś się?
- A miałabym czego?
-Na przykład psychopaty, który wybiegł by z lasu z zakrwawioną siekiera?
-Dobrze się czujesz? - parsknęłam mu śmiechem prosto w twarz! Skąd mu się to wzięło! Chyba naoglądał się za dużo filmów. - Przyznaj się co brałeś! -Ja? Nic! Jestem czysty! Rano brałem prysznic!
-Śmiem w to wątpić!
-Oj.. nie można mieć bujnej wyobraźni?
-Można, ale, aż w takim stopniu?
-Zdarza się. Mam tak od dziecka.
-Hahaha! Lepiej skup się na drodze i na tym jak jedziesz. - Z kim ja jestem! Przy nim często zadawałam sobie to pytanie. Jednak do tej pory nie znalazłam odpowiedzi.




Tadadam! Jebuam se rozdziała! Dobra, nie będę udawać wiochmena! Powiem jedno: zapraszam do czytania i komentowania :) 
Mam nadzieję, że nie zrazicie się do mojej twórczości bo fragmencie + 18 jaki zaserwowałam na początku! :) 
Peace&Love. 






czwartek, 23 sierpnia 2012

#7


   -Gdzie masz córeczkę? - spytałam gdy tylko po przekroczeniu progu pokoju zobaczyłam Jareda samego. Pierwsza minuta, druga, i kolejna. Oho, ktoś się na mnie obraził. A myślałam, że mu przejdzie. Widocznie nie wziął do siebie moich słów i niczego nie przemyślał. - Shannon powiedział, że wpadnie do Ciebie później.- Mój Boże! Co ja takiego powiedziałam?! Minę miał jakbym zabrała mu blackberry i nie chciała oddać. Nie wspomnę już o chłodnym wzroku od którego przeszedł mnie dreszcz.Tak, pewnie teraz wyobrażał sobie nie wiadomo jakie, nie stworzone historie, w roli głównej ze mną i z Shannonem. Nie musiał nic mówić, ale ja i tak wiedziałam ,że o tym myślał. - Mylisz się. Zwykła koleżeńska pogawędka. Jak nie masz mi nic do powiedzenia, nie będę Ci przeszkadzała. Pewnie musisz ułożyć harmonogram spotkań z Kathy.
-Tak bardzo jej nie lubisz? Czy jesteś, aż taka zazdrosna? Bo jak to drugie to nie rozumiem. W końcu to tylko jak to określiłaś: córeczka. Z resztą gdzie tu o zazdrości.. jak mnie tylko od siebie odpychasz.
-Ha! Zabawne.. Jesteś dupkiem Leto. Seksistowską świnią, tyle Ci powiem, bo może powiedziałabym o słowo za dużo, a przecież nie można najeżdżać na ego Jareda, no jakże bym mogła! Ah. I jeszcze jedno. Jak podobno Cię nie chcę, jadę do siebie. Możesz zaprosić sobie Kathy, nie będziesz sam. A ona to Cię bardzo potrzebuje, chyba. - Nie mogłam tak dłużej. To było tylko kilka dni.. Ale w ciągu nich zdążyliśmy się pokłócić tysiąc razy! Nie miałam na to siły i przede wszystkim  ochoty.  Rzuciłam na stolik klucze od jego mieszkania, które przypadkiem spadły. Może powinniśmy od siebie odpocząć. Może to nie był odpowiedni czas. A może wcale go dla nas nie było! Może do siebie nie pasowaliśmy!
-Nie zachowuj się jak dziecko Elizabeth!
-Halo, halo! Co tu się dzieje moi drodzy?! Kilka dni nie było Tomo w mieście i takie cyrki? O co Wy się znowu kłócicie? Bo jak o to samo to Was nie rozumiem, jedna kłótnia nie wystarczyła?- Do domu, bez pukania co było u niego normą wszedł Tomo, przyjaciel Jareda no i mój, uniemożliwiając dalszą wymianę zdań, bo rozmową bym tego nie nazwała, a do kłótni odrobinkę brakowało.
-No proszę! Babu, Terry, Jamie, Emma i cała reszta też wie o naszych problemach?!
-Też miło mi Was widzieć. Spokojnie kochana, tylko spokojnie. - Chłopak, który stał obok mnie objął mnie ramieniem i posłał przyjazny uśmiech.
-Kiedy się nie da. Jak ja mam być spokojna, przy nim. - Tutaj posłałam posępne spojrzenie w stronę Jareda. Z nim to na prawdę gorzej niż z dzieckiem a to mi kazał się nie zachowywać dziecinnie.
-Ty masz Meg, to ja nie mogę się kumplowi wygadać? To działa tak samo.
-Mógłbyś chociaż na mnie spojrzeć jak coś do mnie mówisz!
-Cisza! Jared Ty nic nie mów, z Tobą już rozmawiałem. Lizzy a Ciebie mogę prosić na słówko?
-Jasne. - Wyszłam z Tomo przed dom i usiadłam na schodach. - Słucham więc.
-Wyjaśnij mi co się dzieje.
-Podobno Leto Ci wszystko powiedział, to po co Ci moja wersja?
-Bo może masz coś do dodania?
-Tylko to, że mam go dość! I jego i tej zasranej Kathy. To wszystko przez nią te kłótnie.
-To trudna sytuacja, przyznaję. Jared i dziecko. Śmiać mi się chcę na samą myśl.
-Sam widzisz. Ja bym zrozumiała i go w tym wspierała jakby się inaczej zachowywał. Ale ta młoda łże w żywe oczy! I coś kręci, ale on oczywiście komu wierzy? Nie, nie mi! Tylko jej, i to ja jestem ta winna. Ją zna ile? Niewiele. Właśnie, a mnie? Kilka dobrych lat. To do czegoś zobowiązuje. Zawsze był na swój sposób niedojrzały, szalony, dziwny.. Ale w tym momencie to działa na jego szkodę. Więc dopóki tego nie poprawi, i nie załatwi sprawy z córką, na mnie niech nie liczy.
-On sobie nie poradzi. Znasz go i znam go ja. Pod maską tego nerwusa z pojebanymi pomysłami kryję się cząstka czułego faceta.
-W tej chwili to nie mój problem. Tomo to tylko mi szkodzi, to toksyczny związek. Nie zasłużył sobie na moją pomoc.
-Ale nie rezygnuj tak szybko. Nie warto. Może da się  mu coś wpoić do tego łba. Chociaż spróbuj.
-Próbowałam.
-Lizzy, ale to Leto. Przejął się tym, że ma podobno córkę.
-Broń kumpla, broń. Będzie Ci za to wdzięczny.
-Ja chce Wam po prostu pomóc! On sam też ma dość tych waszych kłótni, i chciałby je zakończyć.
-To czemu nic z tym nie zrobi?!
-Jak na niego to za dużo. Nie chcę Cię stracić i się sam pogubił.
-To brzmi tak jakby poprosił Cię o to, żebyś tu przyszedł i ze mną pogadał.
-Nie, nie. Takie ustawki to nie dla mnie. Jak mi się żalił przez telefon, stwierdziłem, że nie można Was zostawić samych bo szybciej się pozabijacie niż dojdziecie do porozumienia. Obydwoje jesteście takimi chodzącymi bombami.
-Z tym ostatnim to się zgodzę.
-Wracamy do środka i próbujemy pogadać z tym dzieciakiem? Znaczy Ty spróbujesz.
-Ewentualnie mogę się zgodzić.
-No i gra. Teraz tylko uśmiech po proszę! - Tomo zrobił głupią minę na co od razu zaczęłam się śmiać.
-Te, Letoś! - Jared nigdy nie lubił gdy Tomo tak na niego wołał, dlatego odkładając telefon na stolik spojrzał na kolegę zimnym wzrokiem, a ja tylko się zaśmiałam widząc jego wściekłą minę.
-Tylko nie gryź, bo zacznę się bać. - Powiedziałam z lekką ironią ale szybko się zamknęłam.
-Jeśli wróciliście aby sobie żarciki stroić chyba nie mamy o czym rozmawiać.
-Wydaje mi się, że Ty powinieneś powiedzieć coś pierwszy.. Może jakieś słowo na 'p'?
-Lizzy, tylko spokojnie.
-Widzisz Tomo, nie da się! Mówiłam. - Chłopak tylko pokręcił wzrokiem i rozsiadł się wygodnie na fotelu, mniej więcej po środku pokoju tak, że był pomiędzy mną i Jared'em.
-Wydaje mi się, że nie tylko ja powinienem to powiedzieć.
-Tak oczywiście, już krzyczę! Słyszysz? Ja grzecznie spytałam i poinformowałam ty na mnie najechałeś.
-Dzisiaj może tak. Ale nie tylko ja zaczynam te wszystkie kłótnie.
-A czy ja powiedziałam, że jestem bez winy? Człowieku weź się zastanów nad sobą.
-Stop! Nie tak to miało wyglądać! - Tomo wstał, spojrzał na mnie, po czym na Jareda. - Nie mieliście się kłócić tylko spokojnie powiedzieć co wam nie pasuje. I znaleźć jakiś kompromis. Nie wyjdę dopóki się nie pogodzicie. - Ponownie zajął swoje poprzednie miejsce i się nie odzywał.
-Oj, to chyba pójdę przygotować Ci pokój gościnny. Chyba, że Jared pozwoli Ci spać razem z nim.
-Elizabeth, mogłabyś przestać? - Robi się poważnie! Nie często mówił do mnie Elizabeth. No no. - Jak mamy rozmawiać to zróbmy to.
-A co niby teraz robimy? Tańczymy? Śpiewamy? A może jajka smażymy?
-Na poważnie, do cholery jasnej!
-No to mów, co masz do powiedzenia.
-Zaczyna wkurwiać mnie, że się o wszystko czepiasz! Że się od razu denerwujesz i unosisz.
-To powiedz mi teraz jak mam się nie denerwować jak jesteś taki naiwny? Ślepo zapatrzony w tą małą kłamczuchę. Nie słuchasz bliskich osób.
-Nie codziennie się człowiek dowiaduje, że ma dziecko!
-Też nie codziennie się człowiek dowiaduje, że stracił dziecko, Jared. - Starałam się, aby nie załamać głosu, co prawda ze wszystkim się pogodziłam, i doszłam do wniosku, że to na prawdę nie był odpowiedni czas, ale jednak czasami jak o tym pomyślałam, robiło mi się na sercu tak dziwnie?
-Czyli o to Ci chodzi? Boli Cię utrata dziecka, i nie możesz zaakceptować, że możliwe jest to, że mam je z inną.
-Nie, nie o to. Owszem, ciężko zapomnieć ale sobie z tym sama poradziłam. Chodzi o to, że zaufałeś obcej osobie tak o! Przyszła powiedziała i ty jej już wierzysz. Po tylu latach! W to, że matka nie wie też wierzysz? Niczego nie sprawdziłeś, niczego nie spróbowałeś się dowiedzieć z innego źródła. Sprawdzić ją. Nic. Mnie nie boli to, że to może być Twoja córka, spoko. Ale się martwię o Ciebie że możesz się zawieść. Że ona może Cię oszukać.
-To nie mogłaś mi tego powiedzieć? Tylko się wyżywałaś na wszystkich dookoła?!
-Nie, bo nie pozwoliłeś na to. Jak powiedziałam coś o Kathy to ja byłam ta zła, najgorsza. I ciągle się kłóciliśmy. A pamiętasz o czym rozmawialiśmy po wypadku? Jakie mieliśmy postanowienia? Bo wydaje mi się, że zapomniałeś. Jared.. Ja chcę mieć kogoś z kim mogę wypić poranną kawę. Kogoś kto nocą okryje mnie kołdra, gdy moje nagie ramiona zmarzną.. Kogoś z kim mogę godzinami siedzieć w milczeniu ale i przegadać cały dzień i zarwać na rozmowy noc. Kogoś komu mogę ufać ale żeby ten ktoś ufał mi. Kogoś kto będzie przy mnie na dobre i złe. Kogoś z kim będę po prostu szczęśliwa, a uśmiech będzie wkradał się na moją twarz bez powodu. A nie kogoś z kim każda rozmowa kończy się kłótnią.. Że jedno z nas śpi na kanapie albo ucieka od spotkań i rozmów.. - Jared z uwagą i w skupieniu słuchał moich słów. Gdy skończyłam i posłałam mu smutne spojrzenie ten uśmiechnął się i podszedł do mnie. Objął mnie w pasie, dłonią uniósł mój podbródek i spojrzał głęboko w oczy.
-Chciałbym być tym kimś. - Przytulił mnie zaciągając się moimi perfumami, musnął ustami moje ucho i szepnął: Wiesz, że pachniesz kobietą mojego życia Elizabeth?  - Słysząc to, poczułam jak moje serce zabiło szybciej, automatycznie się uśmiechnęłam a w oku zakręciła się drobna łza. To niby nic wielkiego, żadne oświadczyny ani nic w tym stylu, po prostu.. Teraz, w tym okresie kiedy się ciągle kłóciliśmy te słowa znaczyły dla mnie bardzo wiele. Mocno się do niego przytuliłam i cicho westchnęłam. - Przepraszam Liz..
-Cii.. Nic nie mów. Spróbuj rozkoszować się tą chwilą razem ze mną, dobrze? - W odpowiedzi dostałam sam szczery uśmiech.

   Po kilku minutach wreszcie się od siebie "odkleiliśmy" i dopiero wtedy zauważyliśmy, że nie ma Tomo. Musiał się cichaczem wymsknąć. Zabrałam z kanapy granatowy koc i wyszłam na taras, owijając się nim i siadając na drewnianej ławeczce, która stała po lewej stronie od wejścia. Powietrze było ciepłe, a lekki wiaterek powoli się uspokajał.  Po chwili dołączył do mnie Jared z butelką wina i dwoma kieliszkami.
-Mogę się do pani dosiąść?
-Jak się pan zmieści to proszę bardzo, zapraszam.
-Dziękuje. Bardzo pani uprzejma!
-Już nie świruj i siadaj głupku! - Chłopak przysunął mały stolik położył na nim to co ze sobą przyniósł i usiadł obok mnie, a ja się do niego przytuliłam. O tak. Tej chwili nie mógł nikt zniszczyć.- Pamiętasz jak się poznaliśmy?
-Myślisz, że mógłbym o tym zapomnieć? Zachowywałem się jak dupek! - Wybuchnęłam śmiechem na te słowa, ale fakt.. Grzechem by było gdybym zaprzeczyła. - Ale to trzeba mi wybaczyć, byłem wtedy... młody i głupi?
-Hahaha! Młody? No co Ty nie powiesz! Młody to ty byłeś jak ja byłam dzieckiem mój drogi.. Ups, nie chciałam.. - Zaśmiałam się i zrobiłam słodką minę. To musiało zaboleć. No ale, nie jest tak? Pomiędzy mną i Jaredem była pewna różnica wieku.
-Teraz to ja po prostu walne focha!
-Oj dobra no.. Może masz dużo wiosen na karku ale jesteś młody duchem i.. ciałem?
-O wiele lepiej, moja droga.
-A wracając do tematu naszego poznania.. Wiesz, że Cię nienawidziłam? Jak Cie widziałam, albo słyszałam, Twój głos zbierało mi się na wymioty. Wielka gwiazdeczka, która myśli, że każda laska na niego poleci! O mnie myślałeś to samo, i dążyłeś do tego, głupimi docinkami.
- Ze mną było tak samo. Wydawałaś mi się chamska i egoistyczna. Z resztą nie tylko wydawałaś bo początkowo nasze stosunki nie były dobre. Byłaś.. damską wersją mnie?
- Oj nie były. Ciągle sobie pociskaliśmy! Zwykłe 'cześć' przeradzało się w ostrą wymianę zdań, a każdy się z nas śmiał. Pamiętam jak się z nas śmiali, cały czas wołając: kto się czubi ten się lubi. Damską wersją Ciebie! Nigdy w życiu! Ja Cię nie chciałam przelecieć!
-Ale, ja nie żartuje! Nadal tak jest. Mamy prawie identyczne charaktery. A te zakłady! Ile czasu potrzeba, aby któreś z nas się przełamało i zaprosiło drugiego na randkę.
- Te to jeszcze nic.. Pamiętasz jak Tomo z Shannonem się wygadali, że obstawiali kiedy się prześpimy?
- Miałem wtedy ochotę przy wszystkich Cię pocałować i powiedzieć im, że jesteśmy razem tylko czekaliśmy z ogłoszeniem tego aż dadzą sobie spokój z głupimi 'konkursami'. Tylko po to aby sobie odpuścili.
-Nie uwierzyli by. Chociaż w sumie, kto ich tam wie.. Poza tym.. niedługo po tym i tak wylądowałam w Twoim łóżku. Bo mnie upiłeś!
-Ja Cię upiłem? Ja?!
-Tak na Twojej własnej imprezie!
-Kochanie, trzeba było nie mieszać drineczków pijąc ze wszystkimi. I to nie ja Cię upiłem tylko Tomo i Vickie!
-Jasne, jasne wykręcaj się.
-Ja byłem po prostu taki dobry i zaniosłem Cię do łóżka, bo Meg mnie o to prosiła. A gdy już to zrobiłem, sama mnie do siebie przyciągnęłaś i rozpięłaś moją koszulę, mówiąc, żebym został.
-Tak! Tylko, żebyś został a nie się rozbierał.. i mnie przy okazji. Ja twierdzę, że to był Twój plan. Może nie koniecznie miałeś go od samego początku, bo nie wiedziałeś czy przyjdę i nie wiedziałeś w jakim będę stanie ale jak już widziałeś mnie podpitą, wpadło Ci do głowy, że można to wykorzystać.
-Haha! Nie rozśmieszaj mnie Liz! Też nie byłem wtedy w pełni trzeźwy więc nie udało by mi się wpaść na coś takiego! Może uznajmy w zgodzie, że obydwoje jesteśmy winni?
-Możemy pójść na taki kompromis, ale.. nie zgadzam się,że nie byłeś w pełni trzeźwy bo zatrzaski w mojej sukience pstrykały Ci w palcach jak oszalałe, nie mówiąc o zapięciu od stanika..
-Po prostu jestem w tym mistrzem! Ma się wyćwiczone rączki i paluszki - Jared zrobił nimi jakiś dziwny ruch a ja wybuchnęłam śmiechem, po prostu źle mi się to skojarzyło. - Chcesz się przekonać?
-Nie, nie wierzę na słowo. Poza tym wiele razy miałam okazję tego doświadczyć.
-Żałujesz?
-Co mam żałować?
-Że spędziłaś ze mną tamta noc.. Jeśli pamiętasz jakieś szczegóły. - Zaśmiał się robiąc jednocześnie wredną minę.
-Ty świnio! Oczywiście, że pamiętam. Było bardzo przyjemnie, nie mam czego żałować. Zwracając uwagę na to, że od tamtej nocy się wszystko zaczęło. Chociaż muszę przyznać, że mina Twojego brata, gdy przyszedł do Ciebie pogadać a zastał mnie paradującą w za dużych spodniach i koszulce była bezcenna.
-A Ty mieszkałaś jeszcze u Mike'a i musieliśmy spotykać się, u Ciebie kiedy go nie było. I miałaś nie wygodne łóżko!
-Jared!
-Słucham? Ja stwierdzam tylko fakty!
-Wiesz gdzie możesz je sobie wsadzić.
-Oświeć mnie najdroższa! - Spojrzałam na Jay'a i na stolik gdzie stała pusta już butelka po winie, szybko nam to poszło. Na dworze swoją drogą też się ściemniło, więc musiała być późna godzina.
-Dobrze się czujesz, najdroższy?
-Dlaczego miałbym czuć się źle, moja królowo?
-Leto! - Widziałam, że ledwo co powstrzymywał się od śmiechu, przez co i mi było z tym trudno. Walnęłam go z pięści z ramię, żeby się uspokoił.
-Ale czy ja robię coś złego?!
-Tak! Debilujesz.
-To źle? Uśmiechasz się więc jest dobrze.
-Wiesz na co mam ochotę?
-Tak?
-Nie! Nie na to!
-Ale ja o niczym nie pomyślałem! Broń Boże!
-Niech Ci będzie.. Popływałabym w morzu.
-Mamy tylko basen. - I ten stłumiony śmiech! Myślał, że nie słyszę? Co było w tym tak zabawnego? Początkowo miałam nadzieję, że może nie od razu jakiś wielki wyjazd ale zaproponuje zwykły spacer na plażę. Myliłam się.
-Zdążyłam zauważyć.
-A ten.. To bardzo ważny szczegół.. nago? - W tej samej chwili obydwoje zaczęliśmy się śmiać! On to ma dopiero pomysły! To wino było chyba przeterminowane, jeśli może zdarzyć się coś takiego.
-Może być i nago. - Puściłam mu oczko i wyswobodziłam się z jego objęć. Odrzuciłam na bok koc. Podeszłam bliżej basenu zsuwając spodnie i zdejmując koszulkę, co spowodowało, że zostałam w samej bieliźnie. - Przyłączysz się do mnie, czy będziesz siedział jak ciołek? - Jared nie potrzebował wiele czasu, po chwili wskoczył do wody w samych bokserkach. Tak, coś mu się chyba pokręciło. Rozebrałam się do końca, nie zwarzając gdzie poleci bielizna i wskoczyłam do wody podpływając do Jay'a. - Chyba o czymś zapomniałeś. - Palcem i niby to zupełnym przypadkiem zahaczyłam o gumkę jego bokserek i śmiejąc się odpłynęłam na drugi koniec basenu, oczywiście uciekając bo przeczuwałam, że jestem w słodkim niebezpieczeństwie.

             ~~~ 

Tak, tak o to ja! W końcu, wiem przepraszam.. Zabierałam się za ten rozdział od dłuższego czasu ale, zawiesiłam się na jednej stronie i nie umiałam się przełamać, żeby pisać dalej. + Nie bądźcie źli za jakość rozdziału, jeśli coś jest nie tak, albo po prostu cały jest bez sensu, ale chciałam już coś dodać.. 
Nie zdziwię się, jak już większość zapomniała o istnieniu mojego opowiadania, ale mówi się trudno, czyż nie? 
Miłego czytania, ludziska! Pozdrowionka :)